Z m i a n y.
Nasze stado zostaje przeniesione pod inny adres.
Misja oddaje stado Biance. Która założyła następną częśćstada i jest Alfą.
Każdy zHerd of Night Two jest mile widziany w Herd of Night Three.
Do zobaczenia !.
A D R E S:
[URL="http://herd-of-night-three.blog.onet.pl/"]Herd of Night Three.
[/URL]
[URL="http://herd-of-night-three.blog.onet.pl/"]
[/URL]
Ps.I. do WSZYSTKICH.
proszę abyście przeszli do nowego bloga. Misja będzie Was odwiedzać.
Ps.II. do BIANCY.
bardzo proszę troszcz się o Herd of Night. W razie problemów pisz na GG.
Ps.III. do WERATYRA.
Przepraszam, że do tej pory się nie widzieliśmy. Daj mi jakoś znać kiedy już będziesz miał internet. I wybacz jeśli coś zrobiłam źle.
~Misja.
.
[URL="http://herd-of-night-three.blog.onet.pl/"]http://herd-of-night-three.blog.onet.pl/[/URL]
.
‘ Opuściła świat
udała się do świata nieznanego
nieznanego już tylko dla żyjących. ‘
[URL="http://www.youtube.com/watch?v=ezfitriwak0"]>.Podkład.<[/URL]
Wokół panowała ciemność. Było ciepło i przyjemnie lecz z każdą sekundą robiło się coraz chłodniej.
W końcu poczułem na swym grzbiecie chłodne krople deszczu. Na początku delikatnie smagały moje ciało, dopiero później gdy deszcz nabrał rozmachu, woda zaczęła masować moje obolałe mięśnie. Otworzyłem oczy budząc się z tego jakże pięknego snu. Czułem się jak pod prysznicem, czując jak ociekam. Zrozumiałem że to nie miejsce na sen.. Podniosłem łeb i spojrzałem przed siebie. Stałem w lesie. Śpiąc na stojąco by w każdej chwili być gotów do ucieczki. Rozejrzałem się niemrawo bo otaczającej okolicy. Było mokro i okrutnie zimno. Skierowałem obolały wzrok ku niebu, ku korom wielkich dębów i sosen. Słysząc przyjemny szum między ich gałęziami uśmiechałem się co raz do siebie w duchu. Czułem że coś jest nie tak. W końcu jednak parsknąłem doniośle i postawiłem pierwszy niepewny krok. Krok który miał tego dnia zadecydować o czymś więcej. Tuż po nim nastąpił kolejny.. i kolejny. Ruszyłem przed siebie, ignorując obolałe mięśnie i deszcz chlustający mi w oczy. Posuwałem się do przodu niby cień.. ledwo słyszalny, a za razem tak idealny, pełen wdzięku. Wtem ujrzałem wizję. Przed mymi oczami ukazał się stary, dobrze mi znany karosz, a obok niego klacz, również w podeszłym wieku, acz nie mogłem jej rozpoznać. Wszystko nagle zniknęło. Zatrzymałem się. Oddychałem głęboko zastanawiając się co to może znaczyć.. Postanowiłem że nie będę się nad tym zastanawiał i pobiegnę, w odwiedzinach do mego mentora.
Tak też zrobiłem. Po kilku nieuchwytnych w cwale chwilach znalazłem się daleko od granic stada, gdzieś na jakimś pustkowiu.. na wrzosowisku. Krople deszczu wciąż siekły mnie po otwartych ranach, pozostawionych z poprzedniego dnia, kiedy to walczyłem z jednym z mych wrogów by nie doniósł pozostałym o tym gdzie się zatrzymałem. Zastrzygłem uszyma gdy zobaczyłem mój upragniony widok.. Potężną skałę jaskini, gdzie znajdował się klasztor Nekromancki. Zwolniłem do kłusa omijając radośnie drzewa. Gdy wbiegałem wśród tłum koni zarżałem im na powitanie. Mój wzrok utkwił się na wielkim hebanowym spojrzeniu. Zatrzymałem się i machnąłem ogonem. Tamten z kolei zasalutował rżąc przerażająco.
- Rinieri.. Wzywałem Cię.. i cieszę się z twojej obecności – przemówił gruby bas.
Zrozumiałem że te wszystkie wizje są jego wytworem.
- Witaj Pandrodorze – skinąłem łbem witając przywódce tamtejszego obozu – Co się dzieje?
- To miejsce, ten czas, jeden z nas – przemówił tajemniczym tonem po czym skwitował – nasz dzielny staruszek odchodzi.
Otworzyłem szerzej powieki nie widząc związku z moją wizją.
- Jack.. zasłynął na wieki w naszych szeregach, dziś jest chory i nie cieszy się już życiem tak jak kiedyś..on odchodzi Rinieri..
- To nie możliwe.. musi być jakiś sposób by go ocalić. – jęknąłem obolale.
Jack był jedyną osobą do której czułem wzajemny szacunek i oddanie. Był dla mnie ojcem.. Tym lepszym ojcem. Pokazał jak żyć, jak się z niego cieszyć. Zrozumiałem już że waz z jego słabością mój umysł pogrążał się w rozpaczy.
[URL="http://www.youtube.com/watch?v=1hcpf8wknls&feature=related"]>.Podkład.<[/URL]
- Niestety… – westchnął siwosz – próbowaliśmy już wszystkiego..
- Ja znajdę na to sposób ! – krzyknąłem mimo woli.
- Rinieri wiem że to nie miało się tak potoczyć, ale.. ja chciałem byś się z nim pożegnał…
- Pożegnał?! – krzyknąłem oburzony – Co wy sobie myślicie? Tyle osób uzdrowiliście i przywołaliście do życia, a jednego biednego starca nie potraficie? Uporam się z tym.
Zarżałem ze złością w oczach i kilkoma susami dostałem się do groty w której leżał przyjaciel.
Zrozpaczony i rozzłoszczony kroczyłem przez ciemną salę w stronę podświetlonego miejsca. Na posłaniu z suchej trawy i mchu ujrzałem starca, o małych proporcjach. Był wychudzony i nieprawy. Jednak mimo to spojrzał w moją stronę, przepełniony radością.
- Synu.. wiedziałem że przybędziesz.. Starałem się ..-jego głos załamał się – Starałem się porozumieć się z tobą telepatycznie, na odległość.
Położyłem się przy jego niewielkim ciele.
- Więc to ty stoisz za moimi wizjami?
- Tak..
- No dobrze.. ale co ma z tym wspólnego ta klacz?
- Ta klacz to twoja matka – odrzekł miłym tonem starzec podnosząc łeb – ta która umarła zaraz po tym gdy przyszedłeś na świat.
postrząsnąłem łbem, świat na chwilę zaczął mi wirować. Nigdy nie widziałem tej klaczy. Wiedziałem tylko że posiadam bezwzględnego ojca, który oddał by wszystko dla władzy.
- Rouella.. piękne imię nosi..
- nosi? – spytałem w końcu.
- Tak młodzieńcze.. ona żyje.. wciąż jest śród nas.. o tutaj.. – starzec wskazał mi puste miejsce obok mnie.
przeszedł mnie zimny dreszcz. Jeszcze nigdy nie czułem się tak okropnie, kontaktując się z duszami. może to tylko dlatego że byłem jej częścią?
- Mam jeszcze jedną ważną w życiu misję.. – szepnął Jack, przerywając napływające we mnie emocje. – Musisz udać się na północ.. i odnaleść miejsce zwane Harrborem. Tam gdzie kres wędrowców spęta, nie odnajdą powrotu ani piekła… właśnie tam, gdzie koniec świata jest.. płynie rzeka.. Tylko ona może mi pomóc..
- Dlaczego nie powiedziałeś o tym wcześniej?
- Czekałem na Ciebie.. tylko ty jesteś w stanie mi pomóc..
- Dlaczego akurat ja?
- Bo tylko ty będziesz wstanie zrozumieć znaki, które pokaże Ci Rouella, a za którymi musisz podąrzać by tam dotrzeć..
- Znaki? – spytałem zaskoczony.
- Owszem.. będzie ich 7…. najlepiej wyruszaj od razu… mój czas się kończy – po czym karosz położył łeb na ściółce.
Poczułem się skrępowany. Jakby ktoś odebrał mi mowę..***
Wstałem. Wyszłem z jaskini. Bez słowa ominąłem strażników i Pandrodora. Ruszyłem do HON2, by przygotować sie do drogi. Do drogi która miała w zanadrzu więcej niespodzianek, niż mógłbym się tego po niej spodziewać….
~~~~~~
C.D.N
2 miesiące zabierałem się za napisanie czego kolwiek.. aż w końcu wena i czas dotrzymały mi towarzystwa by mogło powstać owe coś.. Dziękuję za uwagę.
Zapewne niektórzy wiedzą, że teraz będą testy gimnazjalne. Nie wiem czy ktokolwiek z Was chodzi do trzeciej gimnazjum, ale jeżeli tak to POWODZENIA!
Taka krótka wiadomość. :
Misji nie będzie. Na czas nieokreślony.
Jeśli Szero potrzebna będzie Ci pomoc to poproś kogoś o nią. Wiem, że sobie poradzisz.
I może ktoś zrobi nową szatę graficzną? Ruszcie tyłki i pokazujcie się na chatach. i komentujcie, piszcie. Bo już mam myśli, że już za długo ten blog trwa. ; /.
Ale się zobaczy.
Wer, przepraszam, że nie było jak się zgadać..
Do zobaczenia. !
3majcie się. !
Przepraszam za długa nieobecność, ale niestety nie miałam neta.
Witam wszystkich nowych!
Co do listy obecności…Nie podpisali się:
No tak flash chat znowu nie działa. Ale to nie znaczy, że nie mozna wchodzic na Spikerie. Juz od ponad tygodnia siedze na czacie sama. Nikt kompletnie nikt nie włazi ! Halo … Hasło to: Sambal Pisze bo chyba nie wszyscy wiedzą …
*machneła lekko łbem* Mam nadzieje, że zaczniecie sie pojawiac mimo wszystko.
To chyba tyle … *poruszyła uszami i odeszła znikając we mgle*
Ocknął się gwałtownie i z niepokojem zaczął rozglądać jakby bał się, że coś przegapił. Wokół panowała szarówka. Odetchnął rozluźniając się zaś kątem oka spojrzał na przytuloną do niego klacz. Jej powieki były zamknięte, grzywa spływała po szyi tworząc cudowną aureolę. Oddychała spokojnie śpiąc. W tej swojej niewinności była piękna. Ogier odczekał kilka sekund jakby chciał zachować ten moment na wieki, po czym delikatnie musnął ją swoim czarnym pyskiem. Klacz uśmiechnęła się przez sen. Ponownie ją trącił tym razem odrobinę silniej, mówiąc przy tym:-Zatiane.. Klacz powoli otworzyła zaspane oczy.-Szkrabie przepraszam, że przerywam ci sen, ale obiecałem ci coś pokazać. – Mhmm… -kobyła ziewnęła i przekręciła się – pięć minut.. Ogier wstał tym samym zabierając oparcie klaczy. Zatiane zerwała się i otrzepała z grymasem. – No choodź złośniku -parsknął ogier ze śmiechem i ruszył w stronę gór. Klacz leniwie podążyła za nim. Szli w milczeniu. Kiedy dotarli na skrawek ubitej ziemi tuż nad urwiskiem ogier zatrzymał się.- ? -Zatiane spojrzała na niego pytająco.Ogier milczał. Zza widnokręgu widać było budzące się słońce. Salvatore wyszedł mu naprzeciw. Ciepłe promienie pieściły jego pierś i głowę. Kiedy doszły do grzbietu sierść ogiera zaczęła matowieć i stawać się granatowa. Zatiane patrzyła otwartymi szeroko oczami jak na grzbiecie ogiera zaczynają wyrastać powoli pióra. Po krótkiej chwili ogier miał już parę ogromnych skrzydeł. Ogier otrzepał się, uczynił kilka kroków w tył po czym galopem rzucił się w urwisko. – Salvatore ! -klacz skoczyła ku przepaści z przeraźliwym kwikiem. W dole widać było jedynie ciemność. Po paru sekundach ogier wyleciał stamtąd i zawisnął tuż nad jej głową. Na jego pysku malował się uśmiech.- Jesteś szurnięty ! -parsknęła i odwróciła się do niego tyłem. Salvatore tylko na to czekał. Podciął klaczy nogi i wrzucił ją na grzbiet po czym uniósł wysoko w przestworza. Klacz zacisnęła powieki oczu.-nie bój się Zatiane-ogier uspokoił ją i nieco obniżył lot. Szybował tak parę minut po czym wylądował na łące, przy najbardziej obfitej trawie.-Zapraszam na śniadanie ! Klacz zeszła z grzbietu ogiera. Nogi jej drżały. W końcu wykrztusiła-Niesamowite.. Słońce wstało już całkiem i świeciło pełnym blaskiem. Sierść ogiera ponownie zaczęła nabierać odcienia soczystej czerni a skrzydła w jednej chwili zniknęły. Salvatore nachylił się w stronę klaczy z usmiechem- Jeśli chcesz, jutro mozemy powtórzyć .
___________w roli ścisłości.. Zatiane i ja jesteśmy parą. *uśmiechnął się*
Otóż ogłaszam wszem i wobec, że od dziś nie zmulam (tak jak ostatnio, gdy miałem szlaban a później dużo szkolnej pracy), będę odpowiadać na komentarze, napiszę jakoś notkę a jak czat się zreaktywuje, to i na czacie pojawiać się będę.
Ścisnęłam nogi i mocno machnęłam łbem, udało mi się uwolnić pysk ze śmierdzącej chusty. Rozejrzałam się wokoło, iskry wyskakiwały, spalone drzewa opadały na ziemię, gałęzie walały się na wszystkie strony. Nad nami latało w kółko stado wron.
Znalazłam szczelinę gdzie nie dosięgał ogień. Schowałam się w ciemnej jaskini, i bacznie obserwowałam to co siedziało. W chwili skupienia sięgnęłam sprawdzić ile pozostało mi magii. Niewiele. Opadłam na ziemię. W nozdrza wpychał się smród spalin. Oczy łzawiły z gorąca i jaskrawych kolorów. Schwytało mnie coś za gardło, powoli mocno ściskając. Podskoczyłam, szyję wyginając w łuk, oraz napinając wszystkie mięśnie. Wyskoczyłam zginając przednie kończyny i przyciągając mocno kopyta do ciała, tylnimi odepchnęłam się mocno od ziemi.
Zatrzymałam się gwałtownie wytwarzając tym samym burzę piaskową.
Ciemne smugi zagęszczały się, kurczyły i rozwijały, plątały ze sobą tworząc supły. Kłębiły się dziwaczne chmury barwy to czarnej, to ciemnego granatu. Jedna ‘nić’ skierowała się ku mnie, przeczesała w prostej linii po pysku. Dołączały kolejne smugi. Oplątywały pysk, szyję. Zauważyłam cień przy moim boku, były to gęstsze smugi, brnęły ku mnie, zaplatały koła na nogach, i brzuchu. Powoli opadały. Czułam jak powietrze gęstnieje, a do chrap nie dochodzi świeże powietrze.
Po długiej walce udało mi się wyrwać i brnęłam prosto przed siebie. Nie wiedząc gdzie jestem rżałam i kwiczałam głośno. Wszędzie dym, porozwalane drzewa, zeschłe rośliny, poraniona zwierzyna, skrzeczące wrony.
Poczułam jak rozdarłam sobie ciało w nodze i później od kłębu do połowy brzucha. Znalazłam się w krzakach z ostrymi kolcami. Podejmowałam próby wydostania się z nich po kilkanaście razy. Opadłam bez sił. Poczułam się strasznie. Nie miałam już nawet sił na chęci podniesienia się. Ścisnęłam powieki.
Po ciele przeszedł dreszcz, za chwilę wokół mnie wyczułam straszne gorąco. Poderwałam łeb. Ogień. Wstałam szykując się do walki. Sięgnęłam po moc która w trakcie mojego spania uzbierała się z nieżywych zwierząt, roślin, drzew. Z wyczuciem i dystansem wypowiadałam słowa zaklęcia, mierzyłam żywioł podłym wzrokiem. Po skończeniu uniosłam wysoko łeb i spojrzałam na otoczenie. Wolne juzom ognia. Zaczęłam kasłać. Nie mogłam przestać. Zaraz z gardła wypływała strużką krew. Czując jej smak i zapach skrzywiłam się z niesmakiem.
Szłam powoli i naprawiałam to co mogłam. Nie udało mi się skontaktować ze stadem. Odnajdywałam jakąś blokadę.
Coś głaskało mnie po pysku a ja nie byłam w stanie podnieść powieki. Osłabiona leżałam. Czułam się jak roślina która jest ale po nic nie sięgnie sama. Nie potrafiłam nic.
Nie wiedziałam ile spałam. Parę dni. Teren się poprawił tyle zauważyłam lekko otwierając powieki. Wyczułam jakiś zapach. Krwi. Sączyła się z mojego pyska, i z innych ran na ciele. Zerwałam się, coś mnie trzymało. Mocno ściskało mój pysk, jakiś dziwny pasek, powędrowałam wzrokiem dalej. Byłam przywiązana do drzewa! Moją smyczą był cienki łańcuch. Zobaczyłam białe dłonie tulące się do drzewa.
Patrzę błagalnie z cierpliwością. Chcę zarżeć głośno, lecz nie potrafię. Mam za sucho w gardle. Ledwo stoję na nogach, które drżą i pchają się do ziemi by upaść. Nie, nie mogę. Będę czekać.
PS.
Ludzie ! Co tu tak pusto ? Ruszcie tyłki ! Echh niegrzeczni. Pisać notki, komentować! Jesteście tu tak jak ja, pokażcie że stado cos dla was znaczy !
Mam propozycje: kto chętny niech pisze ciąg dalszy tego co ja napisałam. Ale niech nei dokańcza.! Po prostu następną część.